Kupiłam maliny. Bardzo dużo malin :) Część z nich zostanie zjedzona "na surowo", a reszta poszła do mojego ulubionego deseru - trochę takiej tarty bez pieczenia, z biszkoptami i serkiem mascarpone, wspaniałej i po prostu rozpustnej :)
Upał, prawdziwe lato i maliny :) Tak szczerze, to wolę 100 razy bardziej maliny od truskawek, tylko muszą być słodkie od słońca. A ponieważ jest gorąco i nie chce mi się gotować, ani jeść nic ciepłego, to dziś obiad na zimno... oczywiście z malinami.
Wspaniała kwaśno-słodka tarta. To połączenie owoców już chyba zawsze będzie mi się kojarzyło z wiosną. Czekam na kolejny weekend, bo znowu ją zrobię, tylko tym razem chyba z nikim się nie podzielę :)